sobota, 23 maja 2020

Absencja w necie, Rafał Trzaskowski i inne wątki

Witam ponownie.

Zaniedbałem ostatnio swój blog i odwiedzanie innych na skutek przechodzonej "żałoby" w związku z osobistymi zdarzeniami o których wspominałem. Całe moje obecne zainteresowanie "sprawami świata" ogranicza się do codziennego obejrzenia "faktów" (i też tylko dlatego, że się zmuszam), które są skąpym - i umówmy się - tendencyjnym źródłem czerpania informacji o świecie i polityce. Trudno mi na tej podstawie o jakieś szersze przemyślenia. Poza tym w ogóle moje myśli wyjątkowo kierują się ku innym tematom.

Co do bieżących wydarzeń. Mam satysfakcję, że moje - forsowane od dawna - przewidywania, iż władza zacznie tracić poparcie powoli zaczynają się spełniać. Dodam jednak, że to proces, który osiągnie punkt kulminacyjny dopiero za kilka miesięcy, a więc nie w dniu przewidywanych wyborów prezydenckich.

Drugą rzeczą z której mam ogromną satysfakcję jest to, że mój faworyt od miesięcy - którego KO nie wybrała pierwotnie na kandydata - Rafał Trzaskowski wystartuje w wyborach. Uspokajam sceptyków, zdobędzie wymaganą ilość podpisów w cuglach nawet jeśli będzie miał tylko dwa dni. W zbyt wielu wyborach brałem w przeszłości udział by nie wiedzieć jak to się robi. Tzw. "stoliki" na ulicy do zbierania podpisów nie są bynajmniej konieczne. "Stoliki" to element prowadzenia kampanii wyborczej, przede wszystkim mobilizowania swojego elektoratu. Starczy, że każdy członek ugrupowania dostarczy kilku podpisów i jest po sprawie. Oczywiście nie wszyscy członkowie są aktywni ale są na to jeszcze inne - i jak najbardziej legalne - sposoby, o których nie będę może pisał.

Trzaskowski nie jest jeszcze kandydatem, a już ma drugie miejsce w sondażach. Nie ma opcji, że nie wejdzie do drugiej tury. Stawiam na to każde pieniądze. Żaden Hołownia czy Kosiniak, nie mają z nim najmniejszych szans. Sondażami - z dnia dzisiejszego, one się zmienią - że Hołownia miałby większe szanse w drugiej turze możecie się nie przejmować. Ktoś bez zaplecza politycznego nie ma żadnych szans na prezydenturę. I bardzo dobrze, to może być niebezpieczne. /tak, wiem, wielu się to stwierdzenie nie spodoba ale jest łatwe do obrony/

Tak więc w końcu mamy profesjonalnego gracza po stronie opozycji. Który dopiero zgłasza chęć do startu. Notowania będą mu szły w górę, nie mam wątpliwości. Czy wygra? Trudno na razie ocenić. Dałbym mu 40% szans.

Do ludzi z mojego miasta. Owszem jak Rafał wygra, to Warszawę obejmie "komisarz" ale tylko na 3 miesiące, tj. do czasu wyborów. A kto wygra wybory w Warszawie? Na pewno nie PiS - to nie spekulacja, to aksjomat. Jesteśmy miastem o jednym z najniższych współczynników debili w Polsce. PiS ma tu taką szansę wygrać, jak Krystyna Pawłowicz na zostanie Miss Mazowsza.

Co tam jeszcze. Mój ulubiony Kazik się popisał. A amatorzy z III zamiast pójść po radę do prawdziwych rasowych polityków PiS zachowali się idiotycznie i histerycznie, tworząc nie potrzebną ich chlebodawcom aferę. 

Z kolei minister Szumowski się popisał. Zgodnie z linią partii aktywnie realizuje politykę prorodzinną.

I to by było na tyle. Postaram się czasem pojawiać.


sobota, 16 maja 2020

Zabawa w chowanego.

Właśnie obejrzałem na jutiubie film braci Sekielskich "Zabawa w chowanego". Jest to kontynuacja filmu "Tylko nie mów nikomu".

Zacznę od osobistej refleksji. Nie miałem co prawda nigdy okazji poznać ofiary pedofilii ale miałem okazję poznać kobiety, które stały się ofiarą gwałtu. Z ich relacji wiem, że ten ciężar towarzyszy im do końca życia. Bywa, że decydują się po 20 albo i więcej latach na specjalistyczną, bolesną terapie, która pozwoli im na poprawę swojego zdrowia psychicznego. Jak gigantyczny wpływ na życie ofiar pedofilii mogą mieć przeżycia z dzieciństwa pozostaje jedynie w sferze moich wyobrażeń. 

Powyższe napisałem, bo wiem, że wielu osobom się wydaje, że o takich rzeczach można zapomnieć z upływem czasu. Otóż tak nie jest. To odciska bolesne piętno na człowieku na całe życie.

Film jest wstrząsający tak samo jak pierwsza część. Postawa kryjących się w swoich norach księży pedofilii unikających kontaktu z dawnymi ofiarami wzbudza we mnie gniew. Zaś kręcone z ukrycia kazania jakie wygłaszają w kościołach uzupełniają moją ocenę tego jak zakłamani bywają księża. Ciekaw jestem czy Bóg, w którego nie wierzę, uznaje udzielane przez nich sakramenty spowiedzi, czy jakiekolwiek inne. Przecież to oni umożliwiają zwykłym owieczkom kontakt z Bogiem. Czy wcielenie zła może być pośrednikiem? I jak na to zapatruje się Kościół Katolicki?

Polski Kościół Katolicki od zawsze wie o czynach popełnianych przez księży pedofilii. Do nie dawna najczęściej stosowaną "karą" - gdy wokół takiego księdza zaczął się robić "smród" - było przeniesienie do innej parafii, gdzie taki pedofil molestował kolejne dzieci.

Do tej pory Kościół unika rozliczenia się, ofiarowania rekompensat swoim ofiarom oraz w dalszym ciągu chroni pedofilii. Dlaczego? By nie psuć swojego wizerunku i uniknąć odpowiedzialności materialnej. Jest to jedyna "organizacja", która zachowuje się w ten sposób. Z tego względu śmiało nazywam ją Imperium Zła.

Po emisji filmu "Tylko nie mów nikomu" PiS miał powołać państwową komisję ds pedofilii, zaznaczając, że będzie ona badać nie tylko sprawy kościoła ale też np grzechy celebrytów. Wiadomo, do kogo nawiązywali. Komisji jak do tej pory nie ma. Ograniczono się do zmian legislacyjnych - zaostrzenie kar - o których szkoda mi nawet pisać, bo nic one nie zmienią. Od wymiaru kary bardziej liczy się jej nieuchronność. A tę nieuchronność Kościół Katolicki skutecznie ogranicza chroniąc swoich "pasterzy" na ile się da.

Od czasu emisji "Tylko nie mów nikomu" nie zmieniło się NIC. Było bicie się w piersi i jakieś symulowanie, że nad tematem pedofilii trwają poważne prace, że wprowadzane są zmiany. I tyle. Co z rozliczeniem się?!

Moim osobistym zdaniem należałoby znieść przedawnianie się przestępstwa pedofilii. Ale to uderzyłoby w Kościół, gdyż wiele jego ofiar, które postanowiły w końcu zabrać głos nie może już wszcząć postępowań karnych ze względu na instytucje przedawnienia.

Liczę, że w przyszłym parlamencie powołana zostanie komisja śledcza ds pedofilii w Kościele. Owszem, jej moc sprawcza nie jest duża ale zbada i nagłośni grzechy Kościoła Katolickiego. Prócz tego oczywiście sprawą powinna zająć się prokuratura, która będzie miała odwagę żądać od Kościoła jego wewnętrznych dokumentów i dokonywać przeszukań w razie potrzeby.


czwartek, 14 maja 2020

Rozstanie (post prywatny)

Od jakiegoś czasu nie ma mnie na necie. Nie mam głowy do blogowania. A już najmniej na powracający jak bumerang temat wyborów.

W poniedziałek zadzwoniła do mnie moja partnerka i oświadczyła mi, że dużo ostatnio myślała i postanowiła być sama. I czy mógłbym podjechać w środę na 18 i zabrać swoje rzeczy. Zatkało mnie. Nic nie odpowiedziałem oświadczając jedynie, że przyjadę. Zdziwienie to za lekkie słowo, żeby określić co poczułem. Gdy jakiś czas temu wyjeżdżałem od Niej - po długim pobycie - do własnego mieszkania, to zaklinała mnie, żebym szybko wrócił, bo jej jest źle beze mnie. Nie było ostatnimi czasu żadnych kłótni między nami. Nie słyszałem od Niej żadnych narzekań. A tu nagle taki zonk, uznała, że lepiej jej będzie samej. Bo coś tam sobie przemyślała, gdy byłem u siebie.

Opisu naszego rozstania, gdy przyjechałem w środę po rzeczy szczegółowo opisywał nie będę. Nie jestem aż takim ekshibicjonistą. Przed wyjściem połknąłem dwa Xanaxy, więc byłem wyluzowany i w dobrym humorze. Rozstaliśmy się na spokojnie, a nawet wesoło. Żadnych wyrzutów z mojej strony nie było. Poprosiłem ją tylko na wstępie żebyśmy dali sobie szanse przyznając się do błędów jakie popełniałem. Powiedziała nie, więc nie nalegałem.

Byliśmy ze sobą raptem dwa lata i z mojej strony nie nastąpiła jeszcze erozja uczuć. Byłem przekonany, że z Jej strony też nie. Więc o co kurna chodzi?

W całej tej sytuacji jest tylko jeden niewielki problem. Ja tę kobietę kocham. Co gorsza - albo wręcz przeciwnie - umówiliśmy się utrzymywać ze sobą kontakt. Co prawda Ona "na razie nie chce się spotykać". Tak więc dla mnie nic się nie skończyło. Spróbuję Ją odzyskać nawet jeśli to potrwa lata. Mam już takie doświadczenie z odzyskiwaniem. Moim przekleństwem jest to, że gdy jestem zakochany, to nie potrafię odpuścić. Nie będę szukał innej będąc w kontakcie z przedmiotem aktualnych uczuć.

Właśnie rozpoczęła się moja męka, przeplatana chwilowymi przypływami szczęścia związanymi z kontaktem z Nią. Nadzieja umiera ostatnia.


PS: a co do tych przeklętych wyborów, to jest szansa, że mój kandydat no 1 Rafał Trzaskowski będzie kandydatem na Prezydenta Polski. Głosuję na tego człowieka od czasów, gdy był on jeszcze osobą nierozpoznawalną. Ten gość ma szanse wygrać z PAD.


piątek, 8 maja 2020

Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie (errata do poprzedniego posta)

Zacznę od cytatu z komentarza Asmodeusza "Na razie dynamika wydarzeń jest taka, że ledwie zaczniesz pisać notkę, ona jest już nieaktualna ;)" 

Tak było z moim poprzednim pesymistycznym postem. Napisałem go, gdy tylko doszła do mnie informacja, że ustawa o wyborach korespondencyjnych przeszła przez parlament mylnie zakładając, że na jej podstawie wybory odbędą się 17 lub 23 maja. Okazuje się, że wybory będą później a ustawa będzie zmieniona. Biednego Jacka Sasina zastąpi PKW. Władza planuje wybory na lipiec ale pojawiają się opinie, że realnym terminem jest jesień. Dodajmy, że na jesieni podobno ma przyjść druga fala epidemii. Ale co tam.

Mój pesymizm zastąpił optymizm. Powrót do gry PKW jest większym lub mniejszym gwarantem uczciwych i sprawnie przeprowadzonych wyborów (nie ujmując nic organizatorskim talentom Sasina).

Każde oddalenie wyborów o kolejny miesiąc zmniejsza szanse Andrzeja Dudy na wygraną. Gdy zaczyna się jakiś kryzys, to lud na początku konsoliduje się wokół władzy. Zabawne jest to, że skonsolidował się wokół Dudy, który nie ma żadnych kompetencji do walki z covid-19 i jego społeczno-gospodarczymi skutkami. Ale przedstawiał się jako ten, który dużo w tej sprawie robi. Sprowadzał nawet samoloty z Chin.

Co prawda epidemia covid-19 wydaje się wyhamowywać /albo przynajmniej nie nabiera na sile/ ale poważne skutki gospodarcze dopiero przed nami. Świat wchodzi w recesję, co już samo w sobie musi się przełożyć na polską gospodarkę. Sam rząd przewiduje w tym roku spadek PKB o 3,4% (ale np Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje spadek o 4,6%). Niechybnie spowoduje to wzrost bezrobocia i redukcję płac. Poza tym niezbędna jest nowelizacja budżetu przewidującego wzrost PKB w 2020 r. o 3,7%. Wpływy do budżetu będą więc istotnie niższe. Oczywiście rząd będzie się ratował zwiększeniem deficytu budżetowego. Pytanie o ile. Nie można bez konsekwencji ustalać deficyt na dowolnym poziomie. Ale to temat na osobny post.

Reasumując jest dobrze! Dlaczego? Bo będzie źle! A jak będzie źle, to społeczeństwo zacznie się odwracać od PiSu. Jest więc nadzieja, że uda się obronić demokrację przed zakusami Jarosława K. (tak go będą tytułować w mediach jak zaczną się śledztwa).

Jeśli PAD przegra wybory, to będzie pozamiatane. Kandydat opozycji raczej nie będzie - już po wyborach parlamentarnych - ułaskawiał skazywanych działaczy PiS. Opozycyjny prezydent będzie mógł wetować ustawy (PiS nie ma 3/5 w Sejmie na odrzucenia weta). Mając większy dostęp do mediów i autorytet jakim zazwyczaj cieszy się głowa państwa (zauważcie, że prezydenci mają znacznie większe poparcie niż ugrupowania z których się wywodzą) będzie mógł krytykować bezkarnie rządzących na wiele wymyślnych sposobów.

A tak na koniec. Cieszy mnie jeszcze porażka Prezesa. Niby ustawa przeszła ale to pyrrusowe zwycięstwo, które nazwano kompromisem. Nadal nie wiem o co chodzi Gowinowi ale robi się ciekawie. Jest nadzieja. Przynajmniej ja taką mam. :-)


czwartek, 7 maja 2020

Upadek demokracji w Polsce

Pseudowybory korespondencyjne przeszły przez Sejm.


To dramat dla Polski. Tak to oceniam.

W grę poszły szantaże i przekupstwa. 

Możliwe, że Prezes zapowiedział, że w razie utraty większości w Sejmie rozpisze nowe wybory, a posłowie Porozumienia nie znajdą się na listach Zjednoczonej Prawicy. 

Co zyskała Konfederacja tego nie wiem.

Kaczyński znalazł sposób by utrzymać Polskę w swoich szponach.

Nie mam sił pisać na ww temat. Na pseudowybory na pewno nie pójdę. 

Tylko co dalej. Jak będą wyglądały następne wybory? Czy demokracja w Polsce właśnie się skończyła? 


Jest mi prostu smutno. Nie mam głowy by napisać dziś więcej. 


piątek, 1 maja 2020

Biedroń i Kosiniak - proszę, zachowajcie się porządnie.

Dzień po ogłoszeniu przez Donalda Tuska, że nie weźmie udziału w pseudowyborach do jego apelu dołączyło 3 byłych prezydentów i 6 premierów: Marek Belka, Jan Krzysztof Bielecki, Kazimierz Marcinkiewicz, Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz, Ewa Kopacz, Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski, Lech Wałęsa.

Z kolei dziś niezależny portal oko.press w artykule pt "Zeszmacono nas do gruntu, nie chcemy legitymizować bezprawia. Ten argument wystarczy." przypomniał o inicjatywie NIEwybory. Szczególnie ważne jest dla mnie jedno zdanie z ww. artykułu "Sądzimy jednak, że decyzja, by głosować w NIEwyborach opiera się na złudnej politycznej kalkulacji: że kandydat opozycji ma jakiekolwiek szanse.

No właśnie! Te wybory są przygotowywane od początku do końca pod wygraną Dudy. Zaś po apelach tylu osób publicznych i organizacji jest pewne, że zdecydowana większość zwolenników opozycji zostanie w domach. Jeszcze przed tymi apelami z sondaży wynikało, że tylko zmobilizowany elektorat PiSu ma ochotę na udział w plebiscycie pocztowym. Nie ma żadnych - nawet iluzorycznych - szans na to, że Duda nie wygra w pierwszej turze.

Więc na co liczycie Panie Kosiniak i Biedroń? Czemu chcecie narażać zdrowie i życie wyborców (to Wasze słowa, nie moje) wzywając do udziału w czymś co z wyborami nie ma nic wspólnego? Czemu chcecie legitymizować reelekcje Dudy? 

Czy promowanie własnej osoby jest dla Was najważniejsze? Niezależnie od kosztów? Czy drugi i (ewentualnie) trzeci wynik to będzie taki splendor? Bo MKB, której elektorat za nic nie weźmie udziału w tej farsie, będzie miała gorszy? Przestańcie kalkulować co Wam się bardziej opłaci!

Jeśli nie powiecie swoim wyborcom "zostańcie w domu" to będzie po prostu WSTYD. Mimo, że do Was obu miałem pewną sympatie, a na jednego nawet rozważałem głosować, to jeśli nie zachowacie się przyzwoicie, to uznam Was za ludzi głoszących górnolotne frazesy - o bezpieczeństwie i konstytucji - bez pokrycia. Macie jeszcze czas, by zachować się, jak trzeba.

Odwagi i honoru - tego Wam życzę.

środa, 29 kwietnia 2020

Tusk pozamiatał sprawę wyborów

Dlaczego chciałem iść na wybory.


1. Zawsze chodzę na wybory. Uważam to za swój obywatelski obowiązek. Jako suweren w swoim kraju chcę mieć wpływ - nawet jeśli symboliczny - na otaczającą mnie rzeczywistość.

2. Jestem przekonany, że dojdzie do masowych protestów wyborczych. Wiadome jest już, że pakiety wyborcze nie trafią do wszystkich uprawnionych. Będzie też wiele innych przesłanek umożliwiających składanie protestów. Jednakże samo uznanie przez SN protestów za zasadne nie jest wystarczające by unieważnić wybory. Trzeba wykazać, że uchybienia mogły mieć wpływ na wynik. Innymi słowy czym lepszy wynik Andrzeja Dudy (który wiadomo, że wygra) tym mniejsza szansa na unieważnienie wyborów. To skłaniało mnie do głosowania.


Co powiedział Donald Tusk.


Tusk stwierdził, że nie będzie brał udziału w "procedurze głosowania" przygotowanej w przez Jacka Sasina. Wg Tuska nie ma to nic wspólnego z wyborami. Powodów dla których nie weźmie udziału w "wyborach korespondencyjnych" wskazał kilka:

1. Względy bezpieczeństwa. Co do tego argumentu miałem wątpliwości. Jednak zakładałem, że pakiety wyborcze nie będą dostarczane za potwierdzeniem odbioru. Sprawa nie jest tak naprawdę jeszcze przesądzona. Tusk założył, że obowiązek potwierdzania odbioru będzie. Wskazał też, że ani minister Sasin, ani minister Szumowski (który zmieniał zdanie w sprawie maseczek i spacerów po lesie) nie są dla niego autorytetami, które mogą go przekonać, że "wybory" będą bezpieczne.

2. Tusk uważa, że przygotowywane "wybory" nie są wyborami w sensie ustrojowym. Nie będą one ani wolne, ani równe. Zmiany wprowadzane w kodeksie wyborczym są niekonstytucyjne. Kampania kandydatów była nierówna. Nie ma zapewnionej tajności wyborów.

3. Tusk przytoczył słowa ś.p. Władysława Bartoszewskiego "Jak nie wiesz jak się zachować, to zachowaj się przyzwoicie". Wg Tuska przyzwoitość nie pozwala nam na udział "w procederze" przygotowanym przez ministra Sasina i PiS na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego.

4. Zdaniem Tuska, jeśli wszyscy przyzwoici Polacy powiedzą "to nie są wybory, nie będziemy w nich uczestniczyć", to PiS w ostatniej chwili się wycofa. Uważa też, że możliwe jest porozumienie umożliwiające przeprowadzenie w dość szybkim terminie uczciwych wyborów. Gwarancja tego będzie, jeśli przygotuje je Państwowa Komisja Wyborcza, a o ich terminie zadecydują lekarze i eksperci.


Dlaczego nie pójdę na wybory.


Wpierw Małgorzata Kidawa Błońska - która mówiąc szczerze do mnie nie przemawia - zaczęła przebąkiwać, że będzie namawiać do bojkotu. Teraz Donald Tusk - który z pewnością ma większe poważanie u elektoratu PO - namawia do olania tych pseudowyborów dokładnie tłumacząc jakie są ku temu przesłanki. Po jego wystąpieniu jest pozamiatane. Elektorat cieszącej się największym poparciem partii opozycyjnej zostanie w domu. Duda wygra w cuglach. Osobiście życzę mu "wygranej" z poparciem 80% głosujących, a dobrze by było i więcej. Przesadnie wysoki wynik Dudy obnaży niedemokratyczność procederu jaki ma się odbyć. Niech PAD ma taki mandat do sprawowania władzy jak przywódcy krajów pseudodemokratycznych, którzy w sfałszowanych wyborach zdobywają nawet 99%.

Z wystąpienia Tuska mam osobistą korzyść. Nie muszę się już zastanawiać, czy nieść gdzieś te pakiety, czy zostawić na pamiątkę umierającej demokracji w Polsce.